3, 2, 1... start!

poniedziałek, 18 lutego 2013

Z akademika sofijskiego witam ponownie ja, przygotować się proszę na pełno bełkotu o niczym, chociaż jestem zmęczona, to są dwa wyjścia: albo będzie krótko i konkretnie, albo będę gadać naprawdę długo. Jak na razie się zapowiada, że jednak to drugie, ale nic, wyjdzie w praniu. Przynajmniej zdjęcia jakieś będą, bo Siewier ogarniał.
10:55 samolot kupiony szczęśliwym trafem w cenie tak niskiej, że jestem na siebie wściekła, że kupiłam tylko jeden bilet, ale samolotów to ja nienawidzę całym sercem, jednocześnie uwielbiając fakt przemieszczenia się o jakieś 1200 km na południe w ciągu dwóch godzin. Trzeba płacić, tym razem nie trzeba mnie było reanimować, Siewier dzielnie mnie trzymał za rękę podczas wznoszenia się i tym razem udało mi się nie zejść, plus dla mnie. Przyzwyczaję się? Nie ma szans. Za to do typowego posiłku, w ramach wynagrodzenia sobie złamania postu (licho ciężkie, JABŁKO mi chcieli dać w miejsce kanapki, proszę...) wypiłam kawę i piwo do tego. Siewiera zmogło, mój nastrój się polepszył zdecydowanie, tym bardziej, że lądowanie znoszę z wielką radością.

Łapę Siewiera mało widać, moja w prawie całej okazałości


Lot oczywiście w chmurach, czego innego spodziewać się w lutym, a jak Siewier chciał wyjrzeć, sprawdzić, gdzie jesteśmy, to trochę nie wyszło.

Chyba gdzieś na Słowacji to było, ale nie jestem pewna ;)

Niemniej jednak, lot się zdecydowanie udał, nawet się nie zachowywałyśmy wybitnie kretyńsko, bo ja jednak start odchorowuję koło doby, a Siewier się nawalił 330 ml. piwa.


Z rąsi zawsze spoko

Panowie taksówkarze jak zawsze zaskoczyli człowieka, zbiegając się wszyscy z pomocą, naśmiewając dobrodusznie z mojej rozwalonej walizki, której rączkę trzeba chować za pomocą klucza, no i oczywiście znalazł się jeden oznajmiający nam z radością: Dzien dobri! Nie wiem dlaczego, w końcu już poprzednia wizyta na Bałkanach pokazała, że polskość i Polacy są wszędzie (dwa lata temu, Serbia, Niš, biegnie pani Serbka ulicą, zaczepia mnie i moją ówczesną współlokatorkę z pytaniem gdzie jest jakiś tam bank, wybełkotałam, że nie wiem, bo nie jestem stąd, aaa to skąd. No z Polski. Och, fantastycznie, moja stryjenka jest Polką! No i tam oczywiście wszystkiego dobrego pognała dalej. Wieczór tego samego dnia, piwo, jakżeby inaczej, nie mam dinarów, czy mogę płacić w euro. Trochę pan barman się motał po angielsku, więc przeszliśmy na serbski. I wyszło, że ma babkę Polkę, jeej. Nie wspominając już o przypadkach bułgarskich :), ale zawsze mnie to cieszy. Tym razem mnie nie owalono w taksówce, uważam, że to dobra passa, akademik dostany jest, nic się nie zmieniło przez moje dwa lata nieobecności, prysznic nadal jest dziurą w podłodze, lodówkę robimy wywieszając siatkę za okno, kuchni brak, czyli cudownie swojsko jest.

Siewierkę w uroczym rozpierdzielu, Moje łóżko tam z tyłu.

Wycieczka do miasta była, nogi bolą jak licho, piniędze wydane w sporych ilościach, ale trzeba było kupić to i owo. Łącznie z moim ukochanym piwem Šumensko, tym razem dwulitrowym, które miałyśmy wypić z poznanymi w sklepie Polkami (mówiłam, że jesteśmy wszędzie!), ale jakoś nie chciały pić. No to nic, to siedzimy jak ostatnie nerdy i pijemy przy kompach alkohol, zmęczone jak licho, loty trzeba odchorowywać. Jutro miałam być w Belgradzie, ale to i owo nie wyszło, jednakże mam nadzieje, że się ogarnie i w najbliższym czasie relacja z państwa, gdzie mówią najpiękniejszym językiem świata będzie. A jak nie w najbliższym, to za jakiś czas, ale będzie. 

I na koniec widok z naszego okna. Pozdravi! :)

10 comments:

  1. Chiyo pisze...:

    Jakkolwiek to durnie nie zabrzmi, to tęsknię za prysznicem, który jest dziurą w podłodze (zakratowaną, ale nadal dziurą). W Japonii też to mają, tylko sobie plastikowe krzesełko dodają, coby nie musieć stać. (Pf, krzesełko to to może i jest dla pięciolatka, ale nie powiem, że jak napad durnoty człowieka dowali, to można się powyginać i poudawać syrenkę na głazie czy obmywającą się gejszę :P).
    No, dobrze wiedzieć, że żyją i doleciały - albo doleciały i żyją, kolejność chyba nie jest aż taka ważna. Ciut szkoda Beogradu, ale jeszcze będzie okazja, teraz to to zdecydowanie bliżej niż dalej, więc nie ma bata.
    Dobrze się bawić, dużo zdjęć robić (chcę oglądaaaaaaać!... bo nie widziałam, no xD) i takie tam live long and prosper. ^^ :*

  1. Szaman pisze...:

    Hhahahahaha, Mamo! :* Tez bym tak z pewnością robiła :D Syrenka to jest to :D
    Będzie puno zdjęć, nie martwi się, Siewierczęłę jest fotografem więc to na pewno. Belgrad musi być. 27 maja jadę na festiwal, więc jak Serb pierdolnie (to go zabiję), to będę i tak w maju :D

  1. Aggy pisze...:

    A co to za festiwal w moim miescie? Bo ja ostatnio ze wszystkim jestem do tylu. I czekam na wieksza (fotograficzna) relacje z podrozy.

  1. Szaman pisze...:

    Belgrade Calling 2013, Green Day headlinerem, a dodatkowo jugolskie smaczki, chorwackie Hladno Pivo, serbski Atheist Rap i macedoński Superhiks jak na razie, także moja rockowa dusza jest szczęśliwa ;) Jak D. wyzdrowieje, to się z pewnością wybiorę i relacja foto murowana ;)

  1. Aggy pisze...:

    Aaaaa Green Day widzialam dawno temu w LA bardzo nieprzyzwoicie bylo hehe. No i miejsce na koncert fazowe to jak najbardziej sie nalezy odwiedzic. Kupie mojemu malemu jakies fajne ciuszki i tez sie wybierzemy :]

  1. Szaman pisze...:

    Ja się wściekłam okrutnie, bo w polsce grają 18 czerwca, a ja wracam 26 z Bg. a jedyny koncert w Polsce kilka lat temu przegapiłam, bo gówniarą byłam, to dziwne, żeby mnie rodzice puścili, ale teraz nie ma szans, z sentymentu pojade, tylko nie wiem, czy mnie bardziej terag GD cieszy, czy Jugole :P
    Butki z ćwiekami! <3 :)

  1. agg pisze...:

    Hej, ja się też do Belgradu wybieram z Oskarem, spotkajmy się tam!

  1. Szaman pisze...:

    Ha, dobra!!! Tylko jak będzie cieplej i dostanę drugą część Erasmusałka, bo teraz musiałam trochę wydać :D :D

  1. Priceless_ pisze...:

    Erasmus? Kurcze, świetnie, aż człowiek zazdrości bo Bułgaria to jedno z miejsc które chcę kiedyś odwiedzić :)

  1. Szaman pisze...:

    Bułgarię bardzo polecam, Erasmus jeszcze się nie rozkręcił, ale powoli robi się ciekawie ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

Prześlij komentarz

 
Bułgaria, naturalnie! © 2011 | Designed by Interline Cruises, in collaboration with Interline Discounts, Travel Tips and Movie Tickets