Zemen

niedziela, 26 maja 2013

Trochę mnie wywiało, trochę mi się nie chciało, ale pomyślałam, że może jednak ktoś to czyta, a jeśli tak jest, to trzeba się ogarnąć i pokazać, co jest do pokazania, a nagromadziło się tego sporo.
Zemen (Земен) to niewielka mieścina leżąca jakieś 80 km. na południowy-zachód od mojego obecnego miejsca zamieszkania i mniej więcej 30 w linii prostej od granicy z Serbią. Wybrałyśmy się tam w towarzystwie koleżanki Czeszki jeszcze na początku kwietnia, dzień po 17 kilometrowej wyprawie w góry, która była tak długa bo się zgubiłyśmy.


Jakieś 2-3 km asfaltówką w górę (niespodzianka) od centrum mieścinki, znajduje się monaster św. Jana Ewangelisty (св. Йоан Богослов). Jak wiele takich monasterów (przełożymy to na polski jako kompleks zakonny, będzie prościej) w Bułgarii jest stary, zabytkowy i opuszczony. Właściwie obecnie służy tylko jako obiekt turystyczny, jest filią sofijskiego muzeum historycznego (nieszczęsne miejsce, rozwaliłam przed nim aparat), utrzymany jest więc bardzo ładnie.


Budynki mieszkalne-niemieszkalne, bo obecnie w środku znajduje się tylko sklepik, jak obstawiam


Dzwonnica, a widok z góry niszczący. Zresztą, jak wszystko na Bałkanach.


Cały kompleks pochodzi z XI w., w cerkiewce zachowały się nawet resztki fresków z tego okresu, chociaż większość to wieki późniejsze, XII, XIV. Nie można było robić zdjęć, to właściwie jasne, więc oczywiście je zrobiłam moim kalkulatorem.




Nie widać i z powodu tego, że z cerkwi nie da się wynieść ładnych i wyraźnych zdjęć bez wydania na to kasy nie będzie, ale w starych cerkwiach większość wizerunków świętych nie ma oczu, szczególnie te na niższych poziomach. Wszystkie są wydrapane. Dlaczego? Medycyna ludowa - używano tychże "oczu" do produkcji lekarstw na choroby wzroku. I faktycznie, rzadko kiedy można spotkać świętego, któremu by nie wydrapano oczu.



Żeby nie było, że bezprawnie wykorzystuję wizerunki, to nie ma.
Długo w Zemenie nie zabawiłyśmy, bo popsuła się pogoda. Napiłyśmy się jeszcze herbaty z automatu, siedząc na ławeczkach przy cerkwi i ruszyłyśmy w dół, z powrotem na pociąg, który zawiózł nas do Pernika, gdzie nie było nic oprócz fantastycznego tortu biszkoptowego czy też herbatnikowego, zależy jak przetłumaczyć, który wciąż mi się marzy. I na koniec jeszcze trochę Zemenu. 

Z tyłu, tam gdzie widać zjeżdżalnię jest oczywiście źródełko. W Bułgarii są wszędzie, w końcu przywilej gór, a w upały češmy(чешма) w miastach naprawdę ratują życie. Jak wyjaśnić, co jest? Właściwie to cały system nawadniający, ale češmą nazywa się "kraniki", gdzie każdy spragniony człowiek może się napić świeżej wody. I nie jest to kranówa. Kiedyś zrobię kilka zdjęć, to będzie wiadomo.






2 comments:

  1. Chiyo pisze...:

    Z tymi oczami świętych to trochę... strasznie, jak z horroru. To znaczy, rozumiem, że medycyna ludowa i widzę, skąd się takie przekonanie mogło wziąć, ale tak łazić po cerkwiach i praktycznie ani pół pełno-ocznego świętego nie zobaczyć, no, to może załatwić co niektórym koszmar albo dwa. O.O
    Ale Zemen ładny, z tego co na zdjęciach pokazałaś. I te češmy to fajny pomysł, praktyczny i taki chyba jedyny w swoim rodzaju (bo nie słyszałam o żadnym innym miejscu, które by takie źródełka praktycznie wszędzie miały, pompy czy studnie może, ale nie takie "kraniki" właśnie).
    I dobrze, że nie zaniedbujesz bloga. ;)

  1. Szaman pisze...:

    Hmmm wiesz, nie myślałam o tym nigdy w taki "horrorowy" sposób, cerkwie mają zupełnie inny klimat niż nasze kościoły, żeby się przestraszyć, a może po prostu przez to, że najpierw się dowiedziałam, skąd brak oczu, a potem to zobaczyłam.
    Ładny Zemen, ładna w ogóle Bułgaria, a czeszmy to na całych Bałkanach są, bo jak w Bułgarii i Serbii, to w pozostałej części też, w Chorwacji może nie być, bo oni są już łacińscy:P
    No właśnie zaniedbuję, ale się staram poprawić;)

Prześlij komentarz

 
Bułgaria, naturalnie! © 2011 | Designed by Interline Cruises, in collaboration with Interline Discounts, Travel Tips and Movie Tickets