Ani chwili przerwy

sobota, 29 czerwca 2013

Jakoś się specjalnie nie byłam w stanie zakochać w Bułgarii. No tak, jest pięknie, naprawdę mi się podoba, ale ciągle czegoś brakuje, ciągle coś nie tak i nie do końca. Aż do weekendu 17-19.05., tuż po moim powrocie z Polski. Nie ma co się rozdrabniać, wróciłam w środę, w piątek koło 14:00, po porannym bloku językowym, zaczęłyśmy łapać na wylotówce na wschód. Raz, dwa, trzy, 240 km od Sofii, po około czterech godzinach znalazłyśmy się w Wielkim Tyrnowie (Велико Търново/Veliko Tyrnovo z akcentem na y), stolicy bułgarskiej sprzed pięciu wieków niewoli tureckiej.



Całkiem zadowolone zaczęłyśmy poszukiwania ulicy naszego hosta, mając nadzieję, że umkniemy przed burzą. Nie umknęłyśmy, zmokłyśmy, ale ulica i blok się znalazły. Wieczór spędziłyśmy na mieście na jedzeniu, potem na piwie czy rakijce w parku, było fantastycznie, dzień kolejny - wielkie zwiedzanie miasta.
Przede wszystkim, krótka notka o samym mieście. Położone jest na wzgórzach, więc całodzienna wycieczka odbywała się w rytmie góra - dół, góra - dół, przez niewielką ilość miejsca domy są budowane bardzo... powiedzmy, że ciasno, idą w górę bardzo stromo, także wyglądają jak postawione jeden na drugim.



 Przez miasto przepływa rzeka Jantra (Янтра), a całe miasto jest tak ułożone, ze po centrum i okolicach przemieszczanie się jest bardzo szybkie, jest się w jednym miejscu, za chwilę w drugim, właściwie nie wiedząc jak i kiedy.

Jantra i droga do Arbanasi (Арбанаси), wsi znanej ze starych monastrerów/cerkwi, liczbą turystów przypominającej Kazimierz Dolny.

Gorąco było solidnie, samo Tyrnowo, jak wspomniałam, zbudowane jest na wzgórzach, z których najważniejsze to Carevec, Trapezica i Sveta Gora (Царевец, Трапезица, Света гора), Carevec pamiętam jeszcze z pierwszego roku, w podręczniku miałam rozdział z czytanką o wycieczce na Carevec. Wejście płatne, ale niedużo, jak wszystkie wejścia dla studentów, J. rozwalił się but, a cerkiew na szczycie w takim klimacie, że aż się poczułam nieswojo, nie mam zdjęć, bo nie było jak złamać zakazu. Nowa zupełnie, artysta miał dość... powiedzmy schizową wizję, z głośników sączą się cerkiewne śpiewy, jak stanęłam w progu, patrząc na miasto, czułam się trochę jak przeniesiona w czasie i właściwie zrobiło mi się smutno, że nowoczesna stolica ma inne zadania do spełnienia, bo Tyrnowo bije Sofię na głowę.

Zawaliłam z Internetów, ale tak wygląda sobie Carevec i dwór patriarchy.

Pomnik Asenowiczów (Асеневци), dynastii rządzącej Drugim Państwem Bułgarskim 


To siedzę sobie ja na ruinach, za mną najfantastyczniejsze miasto Bułgarii, buty jeszcze nie rozwalone, noga też w zdrowiu.


Romantycznie jak licho, aż musiałam wstawić. Nadal Carevec, na Trapezicę nie dotarłyśmy.



I na koniec piosenka, przypomniałyśmy sobie z K., która o Tyrnowie robiła prezentację na drugim roku i ją wynalazła. W ogóle takie rzeczy przypominają się w różnych dziwnych chwilach, na przykład w Skopju musiałyśmy z J. zrobić wiochę i przy Wardarze zapiać Jovano, Jovanke, także tak... Piosenka miała być.


Tak trochę smutno teraz, siedzę już w Polsce, wszystko, o czym piszę już sobie przeszło tam w siną dal, ale za dwa tygodnie wybywam na wyspy, także jak znajdę kompana do stopa, tam też planuję trochę zobaczyć, o!

2 comments:

  1. Marija pisze...:

    Kurczaki, Weliko wygląda na całkiem zacne miasto. Trzeba ruszyć dupę i się tam wybrać!
    Zawsze jest smutno po erasmusie, ale na pewno jeszcze nie raz odwiedzić Bałkany :)

  1. Szaman pisze...:

    Do Tyrnowszczaka koniecznie, łap Bułgara i na stopa, bardzo fajnie i za darmo (to najważniejsze :P)
    Jak dobrze pójdzie to w październiku jestem z powrotem także tak :D

Prześlij komentarz

 
Bułgaria, naturalnie! © 2011 | Designed by Interline Cruises, in collaboration with Interline Discounts, Travel Tips and Movie Tickets