Królestwo pomników

środa, 5 czerwca 2013

Dokładnie tydzień temu nasza znajoma Niemka wrzuciła na  "fejsa" zdjęcia ze swojej bałkańskiej podróży. Nie w moim stylu, bo zachodnio, autobusem, pociągiem, cywilizacja cywilizacją, ale te zdjęcia. Albania, Czarnogóra, chyba Kosowo, chociaż nie jestem pewna no i Macedonia. Oglądamy, oglądamy i zaczyna się rozmowa zmieniająca wszystko. 
Ja: Ej, dlaczego nie pojechałyśmy do Macedonii?
K: Bo jesteśmy głupie...
J: Hej. Jedźmy w weekend i tak nic innego nie zrobimy w tym czasie.
Sceniczna chwila ciszy
Ja: Dobra!
Następny dzień szukanie hosta w Skopju, planowanie co, gdzie jak, decyzja, że Ochryda (Boże, jak ja nienawidzę polskiej nazwy!!!) musi być, bo nie można powtórzyć klątwy Płowdiwu (notka w przygotowaniu). Następnego dnia wieczorem jest miejsce do spania w Skopje, w piątek na zajęcia, bo stolica Macedonii to tylko 230 km, także zaczęłyśmy o 14:00. Pada deszcz, ale deszcz przyjacielem autostopowiczów, złapałyśmy błyskawicznie jeden samochód, po jakichś 30 km zmieniamy samochód, zatrzymuje się fantastyczny pan z Kosowa (nie wiem, czy w oficjalnym polskim funkcjonuje już nazwa Kosowar, więc zostawiam opisowo), który wiezie nas dokładnie do Skopja, cała podróż trwała trochę ponad trzy godziny.




Początek był jeszcze spokojny.



Filip II, ojciec Aleksandra Wielkiego vel Macedońskiego nie jest tak ważny jak jego syn, ale jest. Najlepsze zaczyna się potem, ale to może małe wprowadzenie. Macedończycy to ostatni z bałkańskich narodów słowiańskich, który się wyodrębnił i mnóstwo ma z tego powodu nieprzyjemności. Bułgarzy odbierają im historię, która się działa na terenach macedońskich, bo przecież to było państwo bułgarskie, które wtedy sięgało tamtych terenów. My nie mamy z tym problemu, bo spoko, przecież nie każdy naród musi mieć jakieś antyczne korzenie, żeby się narodem czuć, ale na Bałkanach to naprawdę ważne. Grecy nie pozwalają im nazwać się oficjalnie Macedonią, bo przecież to kraina geograficzna, która była ich, więc Macedonia to  Była Jugosłowiańska Republika Macedonii– BJRM, po angielsku FYROM. No i stąd kompleksy i głupie utwierdzanie swojego narodu, jaki to on jest stary i jakie to ma tradycje wielkości, bo Aleksander był przecież Macedoński, a z kolei Bułgarzy to Tatarzy, co akurat jest robotą Serbów, co mojego promotora denerwuje okrutnie a mnie setnie bawi. No ale te kompleksy. Nakłada się na to jeszcze trzęsienie ziemi w 63 r., które zniszczyło miasto bardzo, bardzo, w tym i większość zabytków, a jaka to stolica bez zabytków, przecież średniowieczna twierdza Kale to mało. 



Z tyłu niszcząca Šar Planina, słabo widać, bo ośnieżona i chmury, ale niszczy, naprawdę

Bardzo mało jak dla narodu, który wywodził się od Aleksandra. Aleksandra? Dlaczego nie postawić jego pomnika w centrum miasta! Ale nie, bo Grecy się będą burzyć. No to stawiamy oficjalnie pomnik Wojownika na koniu, ale wszyscy wiemy, że to Aleksander. 

Widać go z daleka...

A jak to zobaczyłam z zaskoczenia zza budynku, to aż się cofnęłam.





Jest monumentalny, postument wygląda jak statek kosmiczny, całość to kiczowata impreza światło-woda-muzyka, która się sączy z głośniczków. Mało tego, wokół Aleksandra są też inne!

Car Samuił, który dla mnie zawsze będzie bułgarskim carem, ale jak wiadomo historia to sprawa względna.

Tutaj Goce Dełczew (Гоце Делчев), po drugiej stronie mostu jest podobny pomnik, ale nie wiem kogo..

A tu z kolei cesarz Justynian i fontanna. Fontanna w Wardarze, czas umrzeć.

Jedna z ładniejszych rzeczy w Skopju. Kamienny, średniowieczny most, ale wszystko popsute przez pomniki i muzeum archeologiczne przypominające biały dom.

No tak. Do Wardaru skacze pływaczka, pierwsza już skoczyła, widać tylko nogi.

A to fantastyczna rzeźba o nazwie "Przypadkowe spotkanie". W Skopju spotkanie pomnika nigdy nie jest przypadkowe.

Niedaleko jest też teatr, który obfituje w pomniki tańczącej pary w maskach, pana z rękoma w kieszeniach czy pani harfiarki między innymi. Obok buduje się muzeum holokaustu, do którego są drogowskazy, ale muzeum jest ciągle w fazie powstawania. Całkiem blisko jest most ozdobiony gigantycznymi lwami. Po drugiej stronie kamiennego mostu pomnik Filipa II, żeby się Grecy nie burzyli, nazywa się Wojownik, a pod wojownikiem Aleksander, rodzice i lew niczym Aslan. Obok fontanna z matkami, zaraz za mostem, po lewej  stronie z końmi, po prawej z lwami.

Z tyłu jest jeszcze ciężarna.



Jest żebrak, jest byk, jest pucybut, są dwie laski z obrzydliwym pieskiem. Całość jest kiczowata, męcząca i monumentalna, kosztuje miliony, a naród biedny. Zaś całość wygląda jakby architekci przestrzeni miejskiej stwierdzili: O, tu jest trochę wolnego miejsca, dajmy pomnik! Stara muzułmańska dzielnica tzw. čaršija jest całkiem ładna, ale nie mam zdjęć, bo po pomnikach, na które natykałyśmy się wszędzie, nie zrobiłyśmy już zdjęć. Dwa dni to trochę dużo na Skopje, naprawdę, w pewnym momencie uciekałyśmy już z tego centrum jak tylko się dało. Za to Ochryda - cudowna! Ale o tym innym razem. A na koniec jeszcze kilka pomników. 


To z tyłu nazywa się "Porta Makedonija", a właściwie nie wiem co ma przypominać. Brama Brandenburska? Łuk Triumfalny? Licho wie.

W środku jest jeszcze znicz olimpijski.


4 comments:

  1. Chiyo pisze...:

    Faktycznie, pomników nawalili tyle, jakby za darmo rozdawali. Albo jak niektórzy szaleńcy dorzucają coraz to kolejne krasnale do własnych ogródków. oO
    I trochę szkoda Macedończyków, że ich tak sąsiedzi gnębią, że teraz mają straszne kompleksy. Też już ludzie nie mają co robić, tylko przez wieki gnębią innych (i nieważne, czy chodzi o Macedonię, Polskę czy inne Vanuatu - albo, jeszcze gorzej, gnębienie własnych we własnym kraju - gnębienie to gnębienie, zawsze jest niedobre). Może kiedyś im to minie, chociaż wątpię, byśmy my tego dożyły. Smutne to trochę...
    I co to w ogóle za wędkarz na szablonie? :P

  1. Szaman pisze...:

    Beznadziejne są, już nawet w pewnym momencie przestaje się z nich toczyć bekę, tylko ucieka :P
    Szkoda nie szkoda, Bałkany to jeden wielki kocioł wspólnej historii i każdy by chciał zagarnąć jak najwięcej dla siebie. To w sumie nie tyle gnębienie, co kłótnie o spuściznę historyczną, co się odbija na tym wszystkim. Minie na Bałkanach? Nigdy, w tym ich urok i piękno :P
    Ło u mnie go nie widać, ale jak zauważyłaś, to go usunę :D

  1. euforia pisze...:

    Potwornie Ci zazdroszczę. Też chciałabym jednego dnia wpaść na pomysł: jadę tu i już!
    W rezultacie mogę sobie co najwyżej mówić. Moje fundusze by tego nie zniosły, wytrwałego w podróży towarzysza brak.
    Podoba mi się nowy szablon!

  1. Szaman pisze...:

    Moje fundusze w Polsce chyba też, ale jak się jedzie stopem i nocuje u obcych ludzi, wszystko okazuje się łatwiejsze niż podpowiada to mózg :)
    Blogspotowe szablony dziękują!

Prześlij komentarz

 
Bułgaria, naturalnie! © 2011 | Designed by Interline Cruises, in collaboration with Interline Discounts, Travel Tips and Movie Tickets