11 rzeczy, które mogą zaskoczyć w Anglii, cz. 1

wtorek, 12 listopada 2013

Wielka reaktywacja blogaska chyba właśnie nadeszła. Powróciłam w wielkim stylu do Sofii, tydzień po przyjeździe ruszając w pięciodniową wyprawę do północnego sąsiada Bułgarii, Rumunii i tym samym zostały mi jeszcze dwa sąsiadujące kraje do odwiedzenia - Grecja i Turcja. Tym razem chciałam jednak wrócić jeszcze do czasów siedzenia na Wyspach, zainspirowana naprawdę pomysłową serią notek Marysi, która pisała o 18 rzeczach które mogą zaskoczyć w Bułgarii (1! 2! 3!). I tak, siedząc podczas niektórych leniwych dni w pracy, zaczęłam pisać własną. Ciężko mi ustalić, co jest bardziej lub mniej zaskakujące, więc cyferki są tylko umowne, ale oto przed wami lista rzeczy, które mogą zaskoczyć Polaka w Anglii (jeśli przyjeżdża do niej po raz pierwszy). Jeśli będę chrzanić głupoty, Mama Chiyo zawsze może mnie wyśmiać w komentarzach, więc pilnujcie. Ameryki tym tekstem zapewne nie odkryję, ale może ktoś dowie się czegoś nowego.

1. Domy
Budownictwo angielskie naprawdę jest urocze, chociaż na dłuższą metę, szczególnie w małych miasteczkach bywa trochę nużące, ale jest z kolei mocno charakterystyczne, tak że nie da się go pomylić z żadnym innym. Ale nie o stylach architektonicznych chciałabym pisać. W Anglii niemal nie uświadczysz bloków, tutaj mieszka się w domach, które się wynajmuje czy kupuje tak powszechnie, jak u nas mieszkania. Bloki (które dla mnie są symbolem miejskości i naprawdę ciężko jest mi przyswoić myśl, że jestem w dużym mieście, a nie ma bloków) są raczej socjalne i jeśli w bloku mieszkasz to chyba się nie przelewa. Wiadomo, cena domu zależy zawsze od metrażu, ilości sypialni, miasta i miejsca w mieście, ja mogę się wypowiedzieć tylko o mojej okolicy w Cambridgeshire. Dodatkowo domy często są naprawdę stare, pamiętajmy, że w Anglii nie było komuny (niby oczywiste, ale te bloki...), więc nasze socjalistyczne klocuchy naprawdę są rzadkością, to raz, dwa - II Wojna nie dała się we znaki, ot co.

Ely - obrzeża, osiedle mojej kuzynki, Cambridgeshire

Ely - centrum, Cambridgeshire

York, Yorkshire
Cromer, Norfolk

2. Chipsy
Że mają różne smaki, to wiemy wszyscy, ale ja przez dłuższy czas się zastanawiałam, jaki to smak "po polsku" vinegar. Dobre bo dobre, chyba jedne z moich ulubionych, po jakimś czasie się zorientowałam, że to chipsy o smaku octu. Nie wiem, czy wiedząc bym spróbowała, ale raczej tak. W Anglii jest mnóstwo różnych dziwnych/egzotycznych/hipsterskich smaków jak kozi ser, ale ocet i tak wciąż jest dla mnie najbardziej zaskakujący.

Zdjęcie: http://www.britishshop.pl

3. Cheddar
Trzymając się tematu jedzenia - Anglicy mają jakiegoś fioła na punkcie tego sera, który, szczerze powiedziawszy, w wersji brytyjskiej niezbyt do mnie przemawia - dużo bardziej smakował mi dziesięcio czy czternastomiesięczny z Biedronki. A tutaj w takim Tesko pół lodówkowej alejki zajmuje cheddar w różnych rodzajach: w kostkach, topiony, tarty czy w plasterkach, różnych firm, do wyboru do koloru, drugą wszelkie inne rodzaje, na czele z mozarellą.

Zdjęcie: http://amerrierworld.com/2011/06/13/good-old-tasty-english-cheddar-cheese/

4. Made in UK
Przede wszystkim jedzenie (wciąż trzymamy się kulinariów). Większość produktów, śmiało mogę powiedzieć, że 90% ma gdzieś napisane british, made in UK/Ireleand, made from british cośtam itp. Anglia dąży do gospodarczej samowystarczalności i Anglicy naprawdę wolą zapłacić więcej za droższe, ale swoje niż coś sprowadzonego, wyprodukowanego za granicą, a ja na przykład za brytyjską czekoladę Cudbury, jestem w stanie zrobić dużo. To samo tyczy się ubrań, kosmetyków (chociaż nie aż w takiej skali), jeśli chodzi o zabawki czy tanie produkty użytkowe - nie wiem, po części na pewno rządzi tania Azja, chociaż ręki uciąć sobie nie dam.

Zdjęcie: http://www.thisisguernsey.com/news/2011/11/01/dairy-undercut-by-cheaper-uht-milk/

5. Tesco
Swojego czasu w moim warszawskim mieszkaniu mówiło się Tesko, gdzie jest tanio kuresko, bywało taniej gdzie indziej, ale Tesco było 5 minut od bloku, więc proszę. Przyjechawszy do Anglii zorientowała się, że to supermarkety brytyjskie (jakżeby inaczej) i zauważyłam ciekawą rzecz. Otóż: w Polsce produkty z napisem Tesco, Carrefour, Kaufland itp. zawsze się kojarzą z czymś tańszym, więc gorszej jakości. Tutaj mamy drobną różnicę. Większość produktów w supermarkecie będzie miała napis Tesco, bo dana firma wyprodukowała coś właśnie dla tego marketu. Produkty tańsze (i w większości serio gorsze) to z kolei Tesco value, którego wystrzegałam się jak mogłam - nigdy w życiu nie jadłam tak obleśnej musaki, którą po dwóch widelcach wyrzuciłam do kosza.

Część druga (jak na razie zgromadziłam jedenaście punktów) wkrótce, już nie skupiająca się na żarciu, może  zostanie rozdzielona jakąś zaległą notką. O Ochrydzie na przykład albo Transylwanii. 
Blogasek uważam za reaktywowany!

9 comments:

  1. Chiyo pisze...:

    Szok numer 1: Tobie smakują czipsy o smaku soli z octem! O.O Jak jeszcze mi powiesz, że te o smaku koktajlu krewetkowego też, to chyba padnę z niedowierzania. Tak krótko siedziałaś, a taki już z Ciebie Angol. :P
    Szok numer 2: jak można nie lubić angielskiego cheddara?! X_x Dobra, z tym Angolem to było zdecydowanie za szybko. :P Ale naprawdę go nie lubisz? Żadnego (w sensie ani mocnego, ani średniego [strong/mature - mild])? Kurde, ile ja bym teraz dała za kostkę cheddara - ale gÓpie Japońce kasują jak za zboże za małą kosteczkę 180g czerwonego nowozeladzkiego, który, chociaż dobry, nadal nie jest tym, o co mi chodzi. Smuteczek.
    Nie-szok, ale lekkie zdumienie numer 3: nie wszystko z serii Tesco Value jest paskudne. Student jestem, w Oksfordzie żywię się w Tesco i żydzę, więc wiem. Fakt, czegokolwiek zawierającego mięso raczej bym unikała, ale ser czy słodycze smakują praktycznie tak samo (pięć czekoladowych wafelków za bodajże 36p?, ale ja się tym obżerałam!). I ten raz czy dwa, kiedy kupiłam gotowe curry czy spaghetti/lazanię z serii Tesco Value (bo nie mogłam się oprzeć cenie), to też nie różniła się zbytnio smakiem od tego, co było zrobione dla Tesco, ale z kolorową etykietą.
    A wiesz w ogóle, dlaczego produkty z kolorową nalepką Tesco smakują praktycznie tak samo, jak te firmowe? Bo często robi się je w tych samych miejscach i tylko zmienia opakowania. Pamiętam, że na samym początku po przeprowadzce do Anglii, kiedy w Bradford jeszcze było Netto, żarliśmy wszyscy jak głupi czekoladę firmy Netto, która była przepyszna i tania. Aż w końcu nie wytrzymaliśmy i sprawdziliśmy, gdzie ona była robiona - w Niemczech. Najprawdopodobniej w tej samej fabryce, w której robiono jakąś inną, bardziej znaną czekoladę. Z czipsami na pewno jest tak samo: zanim jeszcze moja Mama zaczęła pracować w Seabrooku, którego czipsy, niestety, można kupić niemal wyłącznie na północy Anglii, zdarzało im się na tej samej zmianie robić czipsy dla siebie, po czym nagle zmienić opakowanie i ustawienia maszyny, żeby robić czipsy dla Walkersa (Laysa) czy kogoś tam innego. Z całą resztą jest podobnie - w końcu taniej zaoferować kontrakt już istniejącej fabryce, niż budować osobną fabrykę dla takich pierdół.

    Czekam z niecierpliwością na drugą część, bo, nie powiem, fajnie sobie przypomnieć moje własne szoki. A z wyjątkiem tego o Made in UK, z całą resztą się zgadzam (a z tym jednym nie dlatego, że nieprawda, po prostu sama nie zwróciłam na to uwagi). :)

  1. Szaman pisze...:

    Uwielbiam octowe! Nienawidzę krewetek, bo są krewetkami! To po pierwsze ;) Po drugie: Lubię czerwony cheddar, ale cała reszta jest jakaś bezpłciowa i bezsmakowa jak dla mnie, nie jestę Angolę, wolę goudę z polskiej mleczarni <3 A Tesco Value - głównie miałam na mysli gotowe jedzenie, które dla mnie było tak na maksa obrzydliwe, że nie, nie, nie, nigdy więcej. Ale na reszcie też oczywiście żydzę czy na batonach, czy chipsach i całej reszcie, oczywiście, że tak, pls, jestem studentę!!! ;)
    Reszta listy jest gotowa, tylko muszę ją jakoś ładnie opisać ;)

  1. Chiyo pisze...:

    Cheddar bezpłciowy? Hm, jak dla mnie to właśnie gouda, jakakolwiek, jest jakaś taka pozbawiona smaku. Zjem, jeśli nie ma wyboru, ale wolę cheddara. *nom*
    Opisuj, opisuj! Ciekawam, co się tam jeszcze znalazło. :D

  1. Szaman pisze...:

    Angielski cheddar, podkreślam :P Chociaż w ogóle sporo rzeczy kupowanych w Tesko miało dla mnie smak palety...

  1. Marija pisze...:

    Cieszę się z reaktywacji :)
    Octowych bym spróbowała. Kiedyś jadłam mocno kwaśne keczupowe, które trąciły octem i mi spakowały ;)

  1. Hahah. Witamy w Anglii. Sielsko anielsko. Tylko jakoś tak bez smaku...

  1. A co do cheddara to jak sie kiedyś požalilam Anglikom że smaku nie ma jakiś plasticzany był to powiedzieli mi że ser się je bez opakowania hahaha. Niezły żart

  1. Szaman pisze...:

    Dobry żart, jakoś ciężko było mi wyczuć smak w serze, jak i w większości produktów którymi się żywiłam (chociaż indyjska kuchnia podbiła moje serce). W ogóle to jak wróciłam do Bułgarii i wyszłam z koleżanką do knajpy miałam ochotę płakać z radości, bo dobre.
    Marija: Przy okazji spróbuj, sól z octem zawsze spoko, a ja zaczęłam teraz dodawać octu do nieprzyprawionych potraw :P Jeszcze się skończy to tym, że zacznę jeść galaretę :P

  1. Chiyo pisze...:

    To jeszcze trzeba Cię będzie przedstawić pewnemu panu kryjącemu się pod nazwą Worcestershire Sauce. Jesu Christo, jak mi go brakuje, czy to przy tostach z serem, czy to przy doprawianiu sosu do spaghetti...

Prześlij komentarz

 
Bułgaria, naturalnie! © 2011 | Designed by Interline Cruises, in collaboration with Interline Discounts, Travel Tips and Movie Tickets