Kolorowo

piątek, 13 grudnia 2013 2 comments

Znów się odnoszę do Marysi, która już mnie zainspirowała do serii o tym, co może zaskoczyć w Anglii. Tym razem nie będę gadać bez końca. Będą zdjęcia, bo zapragnęłam barwnej notki - szukamy kolorów wszędzie, gdzie się da, więc do dzieła! Ściągara ze mnie, wiem.

Belgrad, ul. Rankeova, Serbia

Belgrad, Serbia

Najlepsza na świecie niebieska Fanta spotkana w Macedonii
i Serbii (tak naprawdę jest biała, ale butelka robi swoje),
o smaku białego bzu i cytryny.

Ochryda, w oddali widać już albańskie góry, Macedonia

Dzwon z Zimbabwe, Sofia, Bułgaria

Dach jednego z domów w Koriwszticy, Bułgaria

Sozopol, Bułgaria

Płowdiw, Bułgaria

Jezioro Panczarewo, Bułgaria

Witosza widziana z Zoo, Sofia, Bułgaria

Wielkie Tyrnowo, Bułgaria

Cromer, Anglia, trzecie morze w moim życiu (uch, tylko ta data...)

Kot musi być. Adolf na Gocławiu, Warszawa, Polska

Gocław też. Warszawa, Polska.

Zamek w Bran, Rumunia.

Łazienki, Warszawa, Polska

Stare Miasto, Warszawa, Polska

Gocław o 5 rano w sierpniu 2012 r., Warszawa, Polska

Wisła, Puławy, Polska

Zebra, ul. Višnjićeva, Belgrad, Serbia

Sofia, Bułgaria, nie mam pojęcia, jaka to ulica.

Da się też zauważyć, że jestem raczej miejskim stworzeniem, chociaż wieś uwielbiam całym sercem. Jakoś tak jednak większość mojego życia i podróży skupia się w miastach.

Językowe rozmyślania autostopowicza

piątek, 6 grudnia 2013 7 comments

Wróciłam w poniedziałek z Serbii, żal było opuszczać, smutek bardzo, ale jak tak wróciłam, to zaczęłam myśleć o językach obcych, stopie i jak to w ogóle działa. Ale od początku. Ja w swoich krajach nie mam problemów - w Bułgarii po bułgarsku, w Serbii po serbsku, zdarzył się tam w międzyczasie jakiś Bośniak więc też po serbsku, ewentualnie przerzucałam się na jekawicę jak się skupiłam, a jak nie to nie, wszyscy się rozumiemy, w Macedonii ja po serbsku, bo ich akcent rozwala mnie na tyle, że nie mogę po bułgarsku, ale jak J. mówiła po bułgarsku, a nasz znajomy ze Skopja po macedońsku, wszyscy się radośnie rozumieliśmy. W poniedziałek powrót z Nowego Sadu bardzo godny, wszelkie rekordy pobite, 500 km w niecałe 8 godzin, 11 stopów, 10 samochodów (tak, dwa razy złapaliśmy tego samego dziadka). Były nas trzy grupy, w każdej ktoś będący w stanie z Serbami rozmawiać. I stąd właśnie się zaczynają moje rozmyślania.
Jak jestem w Bułgarii, każdy pyta skąd znam język bo ładnie i w ogóle super, że mówię, jak mi się podoba w Bułgarii  bla, bla, bla. W Maceodnii mnie pytali, z którego jestem miasta w Serbii, a potem łojejuuuuu, a skąd Polka tak dobrze po serbsku (to nie jest chwalenie się, jakkolwiek by się nie mówiło, oni zawsze są zachwyceni. Chociaż dobra, niech będzie, mój serbski jest spoko.). A jak to jest w Serbii? A to proszę państwa bardzo zależy. Naprawdę, bardzo. Po pierwsze, jak się wsiada do samochodu absolutnie każdy, z kim do tej pory jechałam, z góry zakłada, że znasz jego język. Dwa razy mi się zdarzyło, że ktoś spytał, czy wolę mówić po angielsku - raz w czerwcu nauczyciel anglista, drugi raz teraz, ale to raczej było dla mojego nieserbskojęzycznych towarzyszy, rzucone Welcome to Serbia!, ale jak tamci zakrzyknęli, że rozumieją, to olał to, że nie mówią i rozmawiał ze mną (w to mi graj, tak się nagadałam na tym stopie, że ojej). Czasem pytają, gdzie się nauczyłam albo ile mieszkam w Serbii, że mówię, ale mało kto jest zdziwiony, naprawdę. Może to kwestia tego, że często stają starsi ludzie, z mniejszych miast czy wiosek, ale jak się jedzie w genialnym samochodzie z panem z Belgradu w garniturze, to też mówi, że super, dobrze i otlično, ale nikt nie jest zdumiony - jedziesz tu na stopa, znaj język, koniec. Dla mnie radość, dla koleżanki K. męczarnia, bo ma barierę, ja osobiście uparcie twierdzę, że mówi dobrze, ale ma blokadę, wstydzi się, więc to dla niej męczące i już. W Bułgarii są zaskoczeni, że slawistyka. Cieszą się, to prawda, ale raczej zdumieni. Serbowie - nie mogę sobie przypomnieć, czy miałam taką sytuację, że ktoś był zdumiony. Cieszą, się, pytają, czy się podoba, chwalą, ale z reguły jest: Aaaa, to dlatego tak dobrze mówisz, brawo, brawo. 
I w związku z tym tak się zastanawiam - jak sobie radzą autostopowicze, którzy nie posługują się żadnym językiem słowiańskim? Jak sobie poradzą z dziadeczkiem, który oprócz swojego języka nie dogada się w żadnym? Bo oni są często bardzo rozmowni i chcą rozmawiać. Rozmawiać, a nie mieć publikę do słuchania. Na pewno sobie jakoś radzą, ale bardzo mnie ciekawi, jak to wygląda.
I tak na prawie koniec chciałam złamać stereotyp. Rumunia (poświęcimy jej osobny post, to jasne). Co nam przychodzi do głowy na myśl o Rumunii? Cyganie, złodzieje, piszcząca bieda i tragedia. We mnie ten stereotyp siedział tak głęboko, że przez cały pobyt czy w Bukareszcie, czy Braszowie co chwila sprawdzałam czy mam portfel, a koniec końców okradli mnie w Studentskim gradzie, 10 minut od akademika. Ale ja nie o tym. Wydawałoby się, że w Rumunii będzie ciężko z dogadaniem się, tym bardziej, że z Rumunami w Anglii właściwie było to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Cały Bukareszt mówi po angielsku. Kogokolwiek nie spytasz - starszej pani z kiosku, młodej dziewczyny w metrze czy pana około trzydziestki. Na pytanie do you odpowiadają of course, ewentualnie, kiwają głową, że jako tako, ale wszystko są w stanie wyjaśnić. Na stopie - wszyscy. Inne grupy trafiły chyba za dwa razy na kierowcę, który nie mówił, mnie się nie zdarzyło. W Warszawie nie ma szans, żeby na dziesięć losowo wybranych osób wszystkie mówiły po angielsku. W Serbii w hostelu kiedy koledzy próbowali zagadywać jakieś dziewczyny wprawiło je to w śmiech idiotek, bo nie umiały nic. Wiadomo, to zależy od ludzi, można mieć szczęście i trafić, można go nie mieć. Ale w tym przypadku Rumunia zaskakuje naprawdę pozytywnie. W tym i nie tylko. Na otarcie łez powiem, że w Braszowie nie było aż tak kolorowo, bo mieliśmy jedną sytuację, gdzie dziewczyny w kebabie oznajmiły nam angielskim Kali być Kali mówić a nawet jeszcze gorszym, że nie mogą nam zrobić kebaba, bo nie mają, a chodziło tylko o to, że się chyba bały. Albo były leniwe, o. 
A tak na koniec pochwalę się sobą.

Tutaj śpię w ciężarówce u pana Turka, który był absolutnie szczęśliwy 
z tego powodu (jak się dogadujemy z Turkami? Jak tylko się da :D )

Próbowałam zostać, ale się nie dało, więc płacz, o.

A właśnie! Miał być koniec, ale nie będzie. Wspominałam kiedyś o postach językowych, więc jeśli ktoś byłby zainteresowany, to odeślę tam, gdzie trzeba. Krótkie notki o językach autorstwa znajomych bloggerów publikuje Marysia z genialnego bloga o Bułgarii Szopska Sałata (polecam i pozdrawiam!) na swoim blogu o językach obcych Hał ar ju, Marija? Ostatnio miałam okazję napisać gościnnie notkę o serbskim, starałam się nie rozgadywać i być jak najbardziej konkretna, wyszło jak wyszło, ale zapraszam i tak! A gdyby ktoś chciał przeczytać coś o bułgarskim, polecam wpis samej Marysi.

 
Bułgaria, naturalnie! © 2011 | Designed by Interline Cruises, in collaboration with Interline Discounts, Travel Tips and Movie Tickets