Ogród zoologiczny w Sofii

niedziela, 19 stycznia 2014 6 comments

Przeglądając któregoś razu (zresztą nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni) zdjęcia z wiosny i lata, zahaczyłam o gromadny wypad do sofijskiego ZOO (Zoopark po bułgarsku). Właściwie wszędzie, gdzie jestem na dłużej, staram się ogród zoologiczny odwiedzić, bo uwielbiam takie miejsca. Wiem, wiem, zwierzęta powinny żyć w swoim naturalnym środowisku, bo to dla nich niewola i tak dalej, ale cóż... Większość tych zwierzaków w niej się urodziła, a też nie jest pewne, czy kiedyś uda mi się zobaczyć je na żywo (będę dążyć jednak do tego, że tak :). 
Z reguły z ZOO wychodzę zadowolona, tym razem uczucia miałam jednak mieszane, bo akurat w tym przypadku Bałkany, czy może konkretnie Bułgaria, pokazała swoją niedbałość i... brak odpowiedzialności? Na początku byłam zachwycona - ciepło było bardzo, przy samym wejściu lodówka z najlepszymi lodami świata, ogród położony w genialnym miejscu, bo Witosza (no dobrze, jeden ze znaków firmowych Sofii, ale to chyba coś oznacza, koniec końców góry piękne, kropka) no i kotki. Kotki wszędzie, nieważne, że dzikie. KOTKI!





Miśki jak miśki - są w każdym ZOO i zawsze mnie cieszą, może też dlatego, że mają zawsze naprawdę duże wybiegi, chociaż, w tym wypadku, Bułgarzy poszli troszkę w ilość a nie jakość i nie wszystkie miały chociażby zwykłą trawę - dwa pierwsze siedziały w królestwie betonu, w końcu Sofia!







Kotki są, kotki kocham zawsze, nawet te dzikie, ale moja radość szybko została przyćmiona. Dlaczego? A bo kraty. Paskudne kraty, które bardzo dobitnie pokazują, że zwierzęta są w niewoli i miałam paskudne wrażenie, jakby tę niewolę trzeba było udowodnić - a macie, kraty, a macie mało miejsca. Wrażenie jednak zostało zatarte dość szybko, bo zaraz pojawiły się kolejne koty, które żyły sobie w zdecydowanie lepszych warunkach.



Miały miejsce i na zewnątrz i do schowania się w środku, tylko ten zapach... Nie to, że nie wiem, jak pachnie w ZOO, ale tutaj bardziej czuć było tę niedbałość niż naturę. Dalej pokazały się wszelkie gady, płazy i ryby i nic specjalnego - to co w każdym ZOO, takie same też warunki jak w innych ogrodach, w których byłam, ale zdjęcia pokażę, dlaczego nie.


Mój absolutny faworyt. Reakcja Siewiera: No zobacz, jak się ładnie do ciebie uśmiecha!




Następnie dotarłyśmy do absolutnie najładniejszej części parku i zasługa tutaj nie tylko Witoszki (która jest spektakularna, prawda?), ale też genialnego pelikana, który wprawił mnie w zazdrość kładąc sobie dziób na plecach. A zdjęcia nie zrobiłam akurat w tamtej chwili, nie pamiętam dlaczego, ale zrobił tak. Naprawdę.






A potem zaczęło się powoli robić przykro - najpierw małpy były jakieś takie stłoczone i średnio zabawowe. Nosorożec lepszy, chociaż wyglądał niemalże jak sztuczny, dobrze, że się poruszał od czasu do czasu. 



Hipki i krokodyl miały wodę, która wołała o wymianę dawno, dawno temu nawet nie dlatego, że brud, co stęchlizna i zaniedbanie, a już czarę goryczy wypadu, który do tej pory nie był tragiczny (krytyka się pojawia, owszem, ale wbrew pozorom nie było strasznie), przelał słonik.



Jak zobaczyłam słonika, czym prędzej stamtąd uciekłam. Po pozerskich słoniach w Warszawie jak zobaczyłam tego, aż zachciało mi się płakać. Wciskał się w drzwi, próbował się schować, był wyraźnie smutny i przestraszony i w tym momencie postanowiłam, że więcej do sofijskiego ZOO nie przyjdę, zresztą, proponuję spojrzeć. Biedny słonik.




Zwierzęta rogate miały dobrze, co zresztą widać na poniższych zdjęciach, a humor trochę poprawiły mi kucyki, które można było (a może i nie :P) głaskać i struś, który zawsze ma tak durną minę, że nie mogę być długo smutna.








Jednakże zamiast dobrego akcentu, przy wyjściu nadziałyśmy się na wilki zamknięte na bardzo, bardzo małej przestrzeni, co natychmiast przypomniało mi o słoniku, kotkach i hipku i sprawiło, że postanowiłam - więcej do sofijskiego ZOO nie pójdę. Odwiedziny w najstarszym ogrodzie zoologicznym na Bałkanach zaliczone i chociaż wypad miał swoje momenty, wydaje mi się, że wszystko powinno być gruntownie wyremontowane, ale na to, jak na nic, nie ma pieniędzy, więc cóż zrobić.


I tym mało optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis, zdjęcia dzięki uprzejmości mojej i Siewiera, nie pamiętam dokładnie, która robiła które focie, grunt, że aparat Siewierakowy, więc i zdjęcia ładne. Gdyby ktoś miał ochotę strona bułgarskiego zoo jest o tutaj. Wersji angielskiej nie ma, a ankieta niedostępna, a szkoda.

 
Bułgaria, naturalnie! © 2011 | Designed by Interline Cruises, in collaboration with Interline Discounts, Travel Tips and Movie Tickets